***

iskra słabości
co potrafi wzniecić pożar
cień uśmiechu
który znika przy słonecznej pogodzie
nutka mądrości
którą zagłuszy płacz dziecka
szczypta tęsknoty
dosypana do czary goryczy

taka byłam
zanim rozdziobały mnie kruki

cena istnienia.

cienka nić istnienia
tak łatwa do zgubienia
przez wiatr unoszona
przez dym z głów zgaszona
cena jej gdy pęka
drugiego człowieka udręka
czasem ona nic nie znaczy
gdy nikt z Tobą iść nie raczy
czasem znika w wojnie mowy
lecz nie zaczyna się żywot nowy

bezsens.

szukam koloru bólu
kiedy tęsknota zbyt daleka
kiedy brak odbija się echem
i dudni pośród komór serca
a przedsionek wypełniony nicością

płuca pełne łez
nie oddycham

bezsens.

kłamała.

na krawędzi mówienia
spadam z powodu milczenia
bo próżność stworzenia
nie zna mojego istnienia
bo czerwień ust
wzięta z niedomowienia
uparcie kłamała…

ocalona.

Zgwałcony promień płakał iskrami. Mała dziewczynka przyglądała się, jak wznieca się pożar. Kolejne łzy promyka pochłaniały wszystko. Marzenia, myśli, wspomnienia… Stare pamiętniki, klasery, dębową półkę. Dziewczynka zaczęła płakać, bo płomyk zapłakał jej lalkę, lalkę, jaka była jej jedyną bliską duszą, osobą… Łzy dziewczynki nie mogły równać się z ogromem płomieni… Dlaczego promyk płakał?  Dlaczego nie potrafił przestać, powstrzymać iskierek, płomieni…

Dom runął… Świat runął…

Dziewczynka utonęła we własnych łzach…

Lalka została ocalona…